Technologia ścieków bez lania wody
Marek Zapała dołączył do Kuyusuyusuaritma w marcu 2018 roku. Przez ostatnie 12 lat pracował przy instalacjach wodnych w zakładach na terenie województwa świętokrzyskiego. Nie jest teoretykiem siedzącym za biurkiem. Marek to człowiek, który wchodzi do hali produkcyjnej i sprawdza każdy zawór. Jego zdaniem czyste zasady i czysta woda to podstawa w tym biznesie. Nie znajdziesz u niego pustych obietnic, tylko twarde dane z miernika fizykochemicznego.
W zeszłym roku Marek przeprowadził 47 audytów technicznych w małych warsztatach i zakładach przetwórczych. W jednym przypadku, w firmie z okolic Kielc, pomógł zredukować zużycie wody o 22% w ciągu zaledwie 3 miesięcy. Zrobił to poprzez proste uszczelnienie obiegu i zmianę filtrów na takie, które faktycznie pasowały do rodzaju zanieczyszczeń. Wszystko odbyło się zgodnie z unijnym prawem, co Marek zawsze sprawdza dokument po punkcie przed każdą zmianą w systemie.
Praktyczne podejście do osadów
Dla Marka nie ma zbyt brudnej wody. Specjalizuje się w usuwaniu metali ciężkich i neutralizacji chemii używanej w lakierniach. W pracy trzyma się konkretów:
- Analiza składu chemicznego wody co 14 dni.
- Kalibracja czujników, które często mylą się w trudnych warunkach.
- Dobór pomp o mocy dopasowanej do realnych potrzeb zakładu.
- Szkolenie pracowników z obsługi oczyszczalni w 2 godziny.
Bywa bezpośredni i szczerze mówi, jeśli stara instalacja nadaje się tylko na złom. W lutym 2024 roku uratował klienta przed karą z inspekcji środowiskowej, znajdując wyciek, którego nikt nie widział przez 5 miesięcy. Koszt naprawy wyniósł 840 PLN, a potencjalna kara mogła przekroczyć 12 000 PLN. Marek po prostu wie, gdzie patrzeć, żeby nie przeoczyć ważnych detali.
Prywatnie Marek interesuje się lokalną historią przemysłu w Kielcach. Często powtarza, że dobrze zbudowana instalacja musi działać jak szwajcarski zegarek, nawet jeśli pracuje w błocie. Jeśli masz pytanie o konkretny model separatora albo potrzebujesz opinii o filtrach, Marek odpowie Ci konkretnie w ciągu 4 godzin roboczych. Bez owijania w bawełnę i zbędnego żargonu, którego nikt nie rozumie.